Poszedł, więc ja spokojnie zamknęłam oczy i mogłam rozkoszować się słoneczkiem. Nagle ktoś nade mną stanął i zacienił mi całe słonko. Wściekła się odwróciłam. Myślałam, że to Marcin. Że już wrócił i zamiast mnie zawołać, to stoi mi nad plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam, że to ani nie jest Marcin, ani nikt inny. Na niebie pojawiły się po prostu nieziemskie, czarne chmury. Ludzie świata, nie zdążę się pozbierać. Mimo, że miałam dwa ręczniki i swoje ciuszki nie byłam w stanie się zebrać.
Z nieba zaczęły lecieć ogromne krople i co gorsza zaczęło grzmieć. A ja się panicznie boję burzy. Stanęłam jak wryta i nie byłam w stanie postawić ani kroku. Tak strasznie paraliżuje mnie mój strach. Chciałam uciekać, ale nie byłam w stanie. Chciało mi się płakać, ale to też zostało zablokowane. Weronika, usłyszałam nagle. Marcin do mnie podbiegł, złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Byłam już caluteńka mokra i aż trzęsłam się z zimna. Marcin nie czekał już nawet na napoje, tylko od razu zabrał mnie do pokoju. | |
|